Felieton: Czy rodzic, który nie stawia granic, jest wystarczająco dobrym rodzicem?

F

 

W swojej pracy mediatora rodzinnego bardzo często słyszę podobne skargi jednego z rodziców. Najczęściej brzmią one mniej więcej tak: „Kiedy dziecko jest u taty, nie odrabia lekcji. Je mrożoną pizzę albo frytki. Ma nieograniczony dostęp do telefonu czy tabletu. Może siedzieć przed ekranem do późna, byle było cicho i nie przeszkadzało”. Albo: „Nie chce zapiąć pasów w samochodzie? Drugi rodzic odpuszcza, żeby uniknąć awantury”.

Po czym dziecko wraca do domu rodzica, u którego obowiązują pewne zasady, i jest niezadowolone. Czy to oznacza, że rodzic stawiający granice jest gorszy, mniej lubiany albo mniej kochany? Niekoniecznie. Może wręcz przeciwnie.

Dziecko potrzebuje granic tak samo jak potrzebuje miłości. Potrzebuje wiedzieć, czego się od niego oczekuje i jakie zasady obowiązują. To właśnie przewidywalność daje mu poczucie bezpieczeństwa. Dziecko wie, że wsiadając do samochodu, musi zapiąć pasy, bo inaczej nigdzie nie pojedzie. Wie, że telefon dostanie dopiero po odrobieniu lekcji, uporządkowaniu pokoju, kąpieli i umyciu zębów. Wie, że istnieją pewne obowiązki poprzedzające przyjemności. Nie jest to przejaw surowości, lecz wychowania. To uczenie właściwych odruchów, samodzielności, odpowiedzialności oraz funkcjonowania w społeczeństwie.

Tymczasem wielu rodziców myli miłość z brakiem wymagań. Ulegają każdej zachciance dziecka, obawiając się konfliktu, łez czy chwilowej złości. Oczywiście łatwiej jest pozwolić dziecku spędzić kilka godzin przed ekranem niż usiąść z nim do lekcji. Łatwiej kupić gotową pizzę niż przygotować wartościowy posiłek. Łatwiej pozwolić na wszystko niż konsekwentnie tłumaczyć, dlaczego czegoś nie wolno. Ale rodzicielstwo nie jest konkursem popularności. Jest odpowiedzialnością.

Często mówię rodzicom, że wychowanie dziecka „na ludzi” wymaga wysiłku. Trzeba znaleźć czas na wspólne odrabianie lekcji, wyjście do parku, przejażdżkę rowerową, rozmowę czy pokazanie dziecku świata. Trzeba nauczyć je obowiązków, punktualności, szacunku dla innych i dla samego siebie. Tak, wymaga to energii, ale nie jest działaniem fakultatywnym. To podstawowy obowiązek rodzica.

Nie przepadam za określeniem „władza rodzicielska”. Osobiście zdecydowanie bliższe jest mi pojęcie „odpowiedzialności rodzicielskiej”. Słowo „władza” może sugerować, że rodzic może robić wszystko, co chce. Tymczasem prawo nakłada na niego obowiązek robienia tego, co służy dobru dziecka. Odpowiedzialność rodzicielska oznacza dbanie o bezpieczeństwo fizyczne i psychiczne dziecka, zaspokajanie jego potrzeb podstawowych i rozwojowych, ale także przygotowanie go do dorosłego życia.

I właśnie ten ostatni element jest często pomijany. Rodzic ma przygotować dziecko do tego, by pewnego dnia stało się zrównoważonym, odpowiedzialnym dorosłym, zdolnym do samodzielnego funkcjonowania w społeczeństwie, pracy zawodowej oraz budowania zdrowych relacji z innymi ludźmi. Czy dziecko, któremu nigdy nie stawia się granic, które zawsze dostaje to, czego chce, które nie doświadcza żadnych wymagań ani frustracji, ma szansę stać się takim dorosłym? Być może. Ale będzie miało znacznie trudniejszy start.

Istnieje stare polskie przysłowie: „Czego Jaś się nie nauczył, tego Jan nie będzie umiał”. Ja pozwoliłabym sobie je nieco zmienić: „Czego Jasia nie nauczono, tego Jan nie będzie umiał”. Bo kilkuletnie dziecko potrzebuje przewodnika. Potrzebuje dorosłego, który pokaże mu świat, nauczy zasad i będzie życzliwy, ale konsekwentny.

Szczególnie ważne jest to po rozstaniu rodziców. Nawet jeśli nie mieszkają już razem, powinni przynajmniej w podstawowych kwestiach wychowawczych mówić jednym głosem. Dziecko nie powinno żyć w dwóch całkowicie różnych rzeczywistościach, w których u jednego rodzica wszystko wolno, a u drugiego obowiązują zasady. Brak wspólnych ram wychowawczych prowadzi bowiem do dezorientacji dziecka, a nie do jego szczęścia.

Co więcej, podobne stanowisko zajmują również sądy belgijskie. W wyroku Sądu Rodzinnego w Mons z 12 sierpnia 2022 r., dotyczącym opieki naprzemiennej, sąd stwierdził między innymi, że nie wątpi w więź emocjonalną ojca z dzieckiem, jednak wychowanie nie ogranicza się do spędzania z nim wyłącznie miłych chwil. Istnieje bowiem prawny obowiązek ustanowienia odpowiednich ram wychowawczych i ich przestrzegania, jeśli leży to w najlepszym interesie dziecka. Sąd uznał również, że całkowity brak konstruktywnych zasad wychowawczych może stanowić formę zaniedbania i nakazał rodzicowi stosowanie tych samych podstawowych zasad, które obowiązywały dziecko u drugiego rodzica.

To bardzo ważny sygnał. Pozostawienie dziecku nieograniczonej wolności nie zawsze jest przejawem szacunku dla jego autonomii. Czasem jest po prostu rezygnacją dorosłego z pełnienia swojej roli. A dziecko potrzebuje rodzica, nie kolegi. Potrzebuje osoby, która będzie potrafiła powiedzieć „nie”, kiedy jest to konieczne.

Dlatego zanim spełnimy kolejną zachciankę dziecka, warto zadać sobie jedno pytanie: czy robię to dlatego, że jest to dobre dla mojego dziecka, czy dlatego, że jest to łatwiejsze dla mnie? Nawet jeśli odpowiedź oznacza kilka łez, bunt nastolatka czy trzaśnięcie drzwiami. Krótkotrwałe niezadowolenie dziecka często jest bowiem ceną za jego przyszłe bezpieczeństwo, samodzielność i dojrzałość. A właśnie na tym polega odpowiedzialne rodzicielstwo.

o autorze

Agnieszka Sità

 

Agnieszka Maria Sità

Jedna sprawa rzadko oznacza jeden problem prawny.

Rozwód może oznaczać konieczność sprzedaży domu. Spadek w Belgii – uregulowania nieruchomości w Polsce. Zakup mieszkania – zabezpieczenia wkładu jednego z partnerów. A konflikt rodzinny może w jednej chwili stać się sprawą międzynarodową dotyczącą praw dziecka.

Właśnie tak pracuję: nie od dokumentu do dokumentu, ale od sytuacji do rozwiązania.

Jestem prawnikiem (ULB) oraz akredytowanym mediatorem rodzinnym i spadkowym. Specjalizuję się w sprawach rodzinnych, prawach dziecka, spadkach, nieruchomościach oraz sprawach transgranicznych – przede wszystkim pomiędzy Belgią a Polską.

Moje kwalifikacje mediatora rodzinnego i spadkowego zdobyłam w ramach AVOCATS.BE. Jestem mediatorem wpisanym na listę Federalnej Komisji Mediacji oraz mediatorem międzynarodowym w sprawach uprowadzenia rodzicielskiego dzieci, wpisanym na listę przy belgijskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Jako tłumacz i tłumacz ustny przysięgły jestem wpisana do krajowego rejestru prowadzonego przez belgijskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Moje wykształcenie uzupełniają psychotraumatologia kliniczna i wiktymologia (Université Paris V i Centre de Psychotraumatologie Montoyer) oraz prawo cudzoziemców (ULB/ADDE).

Nie wszystko robię sama. I właśnie na tym polega mój sposób pracy.

Współpracuję obecnie z dwiema kancelariami notarialnymi w Belgii oraz agencją nieruchomości, a w sprawach wymagających innych kompetencji – z odpowiednimi specjalistami.

Klient nie musi więc sam zastanawiać się, czy jego problem jest „dla notariusza”, „dla mediatora”, „dla prawnika”, czy wymaga jeszcze innego rozwiązania.

Najpierw patrzymy na całą sprawę. Potem wybieramy właściwą drogę.

W 2019 roku założyłam TRAMPOLINA ASBL właśnie z taką myślą: aby pomoc prawna nie kończyła się na odpowiedzi „proszę zwrócić się gdzie indziej”.

Pracuję w języku polskim, francuskim, angielskim, włoskim i niderlandzkim.

Nie wiesz, od czego zacząć? Zacznij od konsultacji. Zapraszam do konatktu : E-mail: mediator@trampolina.be