Kiedy mówimy o przemocy domowej, większość osób wyobraża sobie przemoc fizyczną, groźby lub agresję słowną. Tymczasem współczesne badania psychologiczne oraz doświadczenia specjalistów pracujących z ofiarami przemocy pokazują, że jedną z najbardziej wyniszczających form przemocy jest kontrola koercytywna (coercive control). Polega ona nie na pojedynczych aktach agresji, lecz na długotrwałym i systematycznym podporządkowywaniu drugiej osoby poprzez kontrolowanie jej życia, decyzji, finansów oraz poczucia bezpieczeństwa.
Co istotne, przemoc nie zawsze kończy się wraz z rozwodem lub separacją. W wielu przypadkach zmienia jedynie swoją formę. Sprawca, który wcześniej kontrolował partnerkę w ramach wspólnego gospodarstwa domowego, po rozstaniu wykorzystuje nowe narzędzia. Jednym z nich są dzieci, wykonywanie władzy rodzicielskiej, alimenty oraz tak zwane koszty nadzwyczajne.
Z takim problemem spotkała się pani Joanna, matka piętnastoletnich bliźniąt oraz dwunastoletniego syna. Po rozwodzie dzieci pozostały głównie pod jej opieką. Ojciec dzieci osiąga wysokie dochody, prowadzi własną działalność gospodarczą i regularnie płaci alimenty podstawowe. Dla osób postronnych sytuacja może więc wydawać się prawidłowa. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pojawiają się koszty nadzwyczajne związane z dziećmi.
W rodzinie pani Joanny dzieci uczestniczą w zajęciach sportowych. Treningi, zawody, obozy sportowe oraz specjalistyczny sprzęt generują regularne wydatki. Dodatkowo jedno z dzieci cierpi na chorobę przewlekłą wymagającą stałej kontroli lekarskiej, regularnych badań specjalistycznych oraz zakupu leków. Zgodnie z wyrokiem rozwodowym rodzice mają wspólnie uczestniczyć w pokrywaniu tych kosztów.
Teoretycznie procedura jest prosta. Co kwartał pani Joanna przygotowuje zestawienie wydatków, dołącza faktury, paragony, potwierdzenia przelewów oraz dokumentację medyczną. Następnie przesyła komplet dokumentów ojcu dzieci celem rozliczenia jego części kosztów.
Od kilku lat za każdym razem dzieje się jednak dokładnie to samo.
Po otrzymaniu zestawienia były mąż zaczyna analizować każdą pozycję. Niektóre wydatki zostają wykreślone z tabeli bez uzasadnienia. W przypadku innych pojawiają się komentarze: „Nie zostałem o tym poinformowany”, „Nie wyraziłem zgody”, „Nie uważam tego wydatku za konieczny”, „Moim zdaniem aparat ortodontyczny nie był niezbędny”, „To leczenie można było przeprowadzić taniej”, „Paragon jest niewyraźny”, „Skan jest nieczytelny”, „Brakuje jednego dokumentu”.
Kiedy pani Joanna dostarcza dodatkowe wyjaśnienia, pojawiają się nowe zastrzeżenia. Kiedy przesyła lepszy skan dokumentu, problemem staje się brak wcześniejszej zgody. Kiedy przedstawia zalecenie lekarza specjalisty, były mąż stwierdza, że nie podziela opinii lekarza. Kiedy udowadnia konieczność leczenia, słyszy, że koszt jest zbyt wysoki. W praktyce każda faktura staje się początkiem kolejnego konfliktu.
Z prawnego punktu widzenia nie mamy tutaj do czynienia ze zwykłym sporem o wysokość wydatków. Oczywiście każdy rodzic ma prawo otrzymać dokumenty potwierdzające poniesione koszty oraz zweryfikować, czy mieszczą się one w kategorii kosztów nadzwyczajnych przewidzianych przez wyrok lub ugodę. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy kwestionowanie wydatków staje się systematyczne, powtarzalne i pozbawione rzeczywistego celu innego niż utrudnianie życia drugiemu rodzicowi.
To właśnie w takich sytuacjach specjaliści mówią o kontroli koercytywnej. Nie chodzi bowiem o samą kwotę pieniędzy. Gdyby celem było rzeczywiście wyjaśnienie wątpliwości, po przedstawieniu dokumentów sprawa zostałaby zakończona. W przypadku kontroli koercytywnej celem jest natomiast utrzymanie konfliktu, wywołanie zmęczenia psychicznego oraz zachowanie wpływu na życie byłego partnera. Każde rozliczenie staje się okazją do kolejnej konfrontacji. Każda faktura wymaga nowych wyjaśnień. Każda decyzja dotycząca zdrowia lub edukacji dziecka może zostać zakwestionowana.
Zjawisko kontroli koercytywnej jest coraz częściej dostrzegane przez ustawodawców europejskich. Belgia, która od lat rozwija narzędzia przeciwdziałania przemocy wobec kobiet, uwzględniła tę problematykę również w debacie prowadzącej do uchwalenia tzw. ustawy STOP Feminicide. Punktem wyjścia dla tych zmian jest założenie, że przemoc nie ogranicza się do pojedynczych aktów agresji fizycznej. Bardzo często ma charakter procesu, w którym sprawca stopniowo podporządkowuje sobie ofiarę poprzez działania psychologiczne, administracyjne i finansowe.
Podobne podejście wynika z Konwencji Stambulskiej, ratyfikowanej przez Belgię. Dokument ten uznaje przemoc psychiczną za pełnoprawną formę przemocy wobec kobiet i wskazuje, że państwa powinny chronić ofiary nie tylko przed przemocą fizyczną, ale również przed zachowaniami prowadzącymi do zastraszenia, podporządkowania i utraty autonomii. W praktyce coraz częściej zwraca się uwagę, że uporczywe wykorzystywanie kwestii finansowych po rozwodzie może stanowić element takiej przemocy.
Najbardziej niepokojące jest jednak to, że konsekwencje tych działań ponoszą nie tylko byli partnerzy, lecz także dzieci. Dziecko cierpiące na chorobę przewlekłą nie powinno stać się zakładnikiem konfliktu między rodzicami. Dziecko nie powinno słyszeć, że kolejna konsultacja lekarska wywoła awanturę o pieniądze. Nie powinno również rezygnować z zajęć sportowych lub edukacyjnych dlatego, że jeden z rodziców postanowił wykorzystać koszty nadzwyczajne jako narzędzie kontroli nad drugim rodzicem.
W swojej praktyce mediatora rodzinnego wielokrotnie spotykam osoby, które mówią, że rozwód formalnie zakończył ich małżeństwo, ale nie zakończył przemocy. Sprawca nadal pozostaje obecny w ich życiu za pośrednictwem e-maili, rozliczeń, przelewów i ciągłych sporów dotyczących dzieci. Właśnie dlatego tak ważne jest rozpoznawanie kontroli koercytywnej oraz odróżnianie jej od zwykłych nieporozumień rodzicielskich. Nie każda odmowa zapłaty jest przemocą. Jednak wieloletni, powtarzający się wzorzec działań mających na celu utrudnianie życia drugiemu rodzicowi może stanowić jedną z najbardziej wyrafinowanych form przemocy postseparacyjnej.
Agnieszka Maria Sità
Jedna sprawa rzadko oznacza jeden problem prawny.
Rozwód może oznaczać konieczność sprzedaży domu. Spadek w Belgii – uregulowania nieruchomości w Polsce. Zakup mieszkania – zabezpieczenia wkładu jednego z partnerów. A konflikt rodzinny może w jednej chwili stać się sprawą międzynarodową dotyczącą praw dziecka.
Właśnie tak pracuję: nie od dokumentu do dokumentu, ale od sytuacji do rozwiązania.
Jestem prawnikiem (ULB) oraz akredytowanym mediatorem rodzinnym i spadkowym. Specjalizuję się w sprawach rodzinnych, prawach dziecka, spadkach, nieruchomościach oraz sprawach transgranicznych – przede wszystkim pomiędzy Belgią a Polską.
Moje kwalifikacje mediatora rodzinnego i spadkowego zdobyłam w ramach AVOCATS.BE. Jestem mediatorem wpisanym na listę Federalnej Komisji Mediacji oraz mediatorem międzynarodowym w sprawach uprowadzenia rodzicielskiego dzieci, wpisanym na listę przy belgijskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Jako tłumacz i tłumacz ustny przysięgły jestem wpisana do krajowego rejestru prowadzonego przez belgijskie Ministerstwo Sprawiedliwości.
Moje wykształcenie uzupełniają psychotraumatologia kliniczna i wiktymologia (Université Paris V i Centre de Psychotraumatologie Montoyer) oraz prawo cudzoziemców (ULB/ADDE).
Nie wszystko robię sama. I właśnie na tym polega mój sposób pracy.
Współpracuję obecnie z dwiema kancelariami notarialnymi w Belgii oraz agencją nieruchomości, a w sprawach wymagających innych kompetencji – z odpowiednimi specjalistami.
Klient nie musi więc sam zastanawiać się, czy jego problem jest „dla notariusza”, „dla mediatora”, „dla prawnika”, czy wymaga jeszcze innego rozwiązania.
Najpierw patrzymy na całą sprawę. Potem wybieramy właściwą drogę.
W 2019 roku założyłam TRAMPOLINA ASBL właśnie z taką myślą: aby pomoc prawna nie kończyła się na odpowiedzi „proszę zwrócić się gdzie indziej”.
Pracuję w języku polskim, francuskim, angielskim, włoskim i niderlandzkim.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zacznij od konsultacji. Zapraszam do konatktu : E-mail: mediator@trampolina.be
