Wyobraźmy sobie zwyczajny poranek.
Jest 7.45. Trzeba wyjść do szkoły. Jedno dziecko nie może znaleźć buta, drugie przypomina sobie, że właśnie dziś miało przynieść do szkoły coś, o czym nie wspomniało przez cały weekend. Najmłodsze siedzi na podłodze i oświadcza, że nigdzie nie idzie.
Rodzic prosi raz. Drugi. Piąty.
W końcu pada: „Ile razy mam ci powtarzać?! Natychmiast się ubieraj!”.
Czy to jest przemoc?
Nie. To może być po prostu bardzo zmęczony człowiek o 7.45 rano.
Ale wyobraźmy sobie, że po tym zdaniu pada następne:
„Co z tobą jest nie tak? Zawsze przez ciebie się spóźniamy”.
A potem:
„Popatrz na swoją siostrę. Ona przynajmniej potrafi się normalnie zachować”.
Albo:
„Mam już ciebie dosyć”.
I właśnie ten moment wydaje mi się ciekawy.
Bo kiedy mówimy o przemocy wobec dzieci, najczęściej myślimy o jej najbardziej oczywistych formach. Tymczasem pomiędzy dobrą, bezpieczną relacją a przemocą istnieje całe spektrum zachowań.
I nie zawsze łatwo zauważyć, że zaczynamy się po nim przesuwać.
Jedno niepotrzebne zdanie wypowiedziane w złości nie definiuje rodzica ani jego relacji z dzieckiem. Rodzice nie są robotami. Mają prawo być zmęczeni, zdenerwowani, mieć gorszy dzień. Mają też prawo stawiać granice, wymagać i mówić dziecku „nie”.
Problem zaczyna się gdzie indziej.
Kiedy zawstydzanie staje się metodą wychowawczą. Kiedy porównywanie ma zmusić dziecko do posłuszeństwa. Kiedy odbieranie miłości lub kontaktu staje się karą. Kiedy zamiast korygować zachowanie zaczynamy atakować samo dziecko: nie „to, co zrobiłeś, było nie w porządku”, ale „z tobą jest coś nie w porządku”.
Jeszcze trudniej dostrzec to w sytuacji konfliktu między rodzicami.
„Powiedz mamie, że…”
„Nie mów tacie, że…”
„Sam widzisz, jaka ona jest.”
„Jeżeli pojedziesz do niego, będzie mi bardzo przykro.”
Dorosłemu mogą się wydawać tylko słowami. Dla dziecka mogą oznaczać konieczność wyboru między dwiema osobami, które kocha.
Pracując z rodzinami i zajmując się prawami dziecka, coraz częściej wracam więc do pytania nie tylko czy dane zachowanie jest już przemocą, ale także: w którym momencie przestaje być bezpieczne dla dziecka?
Stąd pomysł na „Kompas bezpiecznej relacji z dzieckiem”.
Nie jest testem na dobrego i złego rodzica. Nie służy też do wyłapywania pojedynczych zdań i przyklejania komuś etykiety.
Ma raczej pokazać kierunek.
Bo jest różnica między:
„Jestem na ciebie zła” a „jesteś okropnym dzieckiem”.
Między:
„Nie zgadzam się na to” a „jeśli mnie kochasz, zrobisz to dla mnie”.
Między:
„Muszę się uspokoić, porozmawiamy za chwilę” a „nie odzywaj się do mnie, nie chcę cię widzieć”.
I chyba właśnie o tę różnicę chodzi.
Nie o wychowanie bez granic.
Nie o rodzicielstwo bez złości.
I na pewno nie o rodzicielstwo idealne.
O relację, w której nawet wtedy, kiedy jest trudno, dziecko nie traci poczucia, że jest bezpieczne, ważne i kochane.
Kompas bezpiecznej relacji z dzieckiem
Opracowanie: Agnieszka Sità
Agnieszka Maria Sità
Jedna sprawa rzadko oznacza jeden problem prawny.
Rozwód może oznaczać konieczność sprzedaży domu. Spadek w Belgii – uregulowania nieruchomości w Polsce. Zakup mieszkania – zabezpieczenia wkładu jednego z partnerów. A konflikt rodzinny może w jednej chwili stać się sprawą międzynarodową dotyczącą praw dziecka.
Właśnie tak pracuję: nie od dokumentu do dokumentu, ale od sytuacji do rozwiązania.
Jestem prawnikiem (ULB) oraz akredytowanym mediatorem rodzinnym i spadkowym. Specjalizuję się w sprawach rodzinnych, prawach dziecka, spadkach, nieruchomościach oraz sprawach transgranicznych – przede wszystkim pomiędzy Belgią a Polską.
Moje kwalifikacje mediatora rodzinnego i spadkowego zdobyłam w ramach AVOCATS.BE. Jestem mediatorem wpisanym na listę Federalnej Komisji Mediacji oraz mediatorem międzynarodowym w sprawach uprowadzenia rodzicielskiego dzieci, wpisanym na listę przy belgijskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
Jako tłumacz i tłumacz ustny przysięgły jestem wpisana do krajowego rejestru prowadzonego przez belgijskie Ministerstwo Sprawiedliwości.
Moje wykształcenie uzupełniają psychotraumatologia kliniczna i wiktymologia (Université Paris V i Centre de Psychotraumatologie Montoyer) oraz prawo cudzoziemców (ULB/ADDE).
Nie wszystko robię sama. I właśnie na tym polega mój sposób pracy.
Współpracuję obecnie z dwiema kancelariami notarialnymi w Belgii oraz agencją nieruchomości, a w sprawach wymagających innych kompetencji – z odpowiednimi specjalistami.
Klient nie musi więc sam zastanawiać się, czy jego problem jest „dla notariusza”, „dla mediatora”, „dla prawnika”, czy wymaga jeszcze innego rozwiązania.
Najpierw patrzymy na całą sprawę. Potem wybieramy właściwą drogę.
W 2019 roku założyłam TRAMPOLINA ASBL właśnie z taką myślą: aby pomoc prawna nie kończyła się na odpowiedzi „proszę zwrócić się gdzie indziej”.
Pracuję w języku polskim, francuskim, angielskim, włoskim i niderlandzkim.
Nie wiesz, od czego zacząć? Zacznij od konsultacji. Zapraszam do konatktu : E-mail: mediator@trampolina.be
