Ukryta twarz przemocy: ekonomia, majątek i władza

U

Przemoc ekonomiczna czy przemoc majątkowa? Refleksje po konferencji na Uniwersytecie w Namur

28 maja 2026 roku miałam przyjemność uczestniczyć w niezwykle interesującej konferencji poświęconej przemocy relacyjnej, zorganizowanej na Uniwersytecie w Namur. Spotkanie zgromadziło specjalistów z różnych dziedzin – psychologów, prawników, mediatorów, pracowników socjalnych oraz badaczy zajmujących się problematyką przemocy. Był to dzień pełen inspirujących wykładów, wymiany doświadczeń oraz refleksji nad zjawiskami, które często pozostają niewidoczne dla otoczenia, a mimo to wywierają ogromny wpływ na życie osób ich doświadczających.

Konferencja dostarczyła mi materiału na kilka artykułów, którymi chciałabym podzielić się z Państwem w kolejnych numerach gazetki. Na początek chciałabym zatrzymać się przy zagadnieniu przemocy ekonomicznej i przemocy majątkowej. Są to pojęcia często używane zamiennie, choć w rzeczywistości nie oznaczają dokładnie tego samego. Oba rodzaje przemocy dotyczą pieniędzy, majątku i zależności finansowych, jednak ich mechanizmy bywają różne.

Przemoc ekonomiczna polega przede wszystkim na kontrolowaniu drugiej osoby poprzez ograniczanie jej dostępu do pieniędzy lub możliwości samodzielnego utrzymania się. Nie chodzi wyłącznie o sytuacje, w których ktoś nie daje partnerowi pieniędzy. Znacznie częściej mamy do czynienia z subtelnymi formami kontroli. Jedna osoba decyduje o wszystkich wydatkach, wymaga szczegółowego rozliczania każdego euro, sprawdza paragony, kontroluje konto bankowe lub uniemożliwia podjęcie pracy zawodowej. Zdarza się, że partner przekonuje kobietę do rezygnacji z pracy po narodzinach dzieci, zapewniając ją, że zajmie się utrzymaniem rodziny. Po kilku latach ta sama kobieta słyszy jednak, że nie ma prawa podejmować decyzji finansowych, ponieważ sama nie zarabia.

W swojej praktyce spotykam kobiety, które przez kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt lat nie miały dostępu do wspólnego konta, nie wiedziały, jakie dochody osiąga rodzina, jakie są oszczędności ani jakie zobowiązania zostały zaciągnięte. Formalnie niczego im nie brakowało. Dom był opłacony, dzieci miały co jeść, rachunki były regulowane na czas. Jednak każda większa decyzja wymagała zgody partnera. Każdy wydatek musiał zostać uzasadniony. Wiele z tych kobiet dopiero po latach zaczyna rozumieć, że nie była to zwykła organizacja domowego budżetu, lecz forma kontroli.

Przemoc majątkowa wygląda nieco inaczej. Dotyczy przede wszystkim własności i praw majątkowych. Szczególnie często ujawnia się w momencie rozstania, rozwodu lub podziału majątku. To właśnie wtedy nierównowaga sił, która istniała przez lata, staje się najbardziej widoczna.

Wiele osób uważa, że rozwód za porozumieniem stron jest najlepszym rozwiązaniem. I rzeczywiście, w wielu przypadkach tak jest. Jako mediator rodzinny od lat promuję polubowne rozwiązywanie konfliktów, ponieważ pozwala ono uniknąć długich i kosztownych procesów sądowych. Jednak konferencja w Namur przypomniała mi o czymś niezwykle ważnym: nie każde porozumienie jest prawdziwym porozumieniem.

Jeżeli przez wiele lat jedna osoba dominowała drugą psychicznie, ekonomicznie lub emocjonalnie, trudno mówić o pełnej swobodzie podejmowania decyzji. Czasami dokument podpisany jako „rozwód za porozumieniem stron” jest w rzeczywistości kolejnym etapem podporządkowania jednej osoby drugiej. Ofiara zgadza się na niekorzystne warunki, ponieważ boi się konfliktu, nie ma środków finansowych na prowadzenie sprawy sądowej lub została przekonana, że nic więcej jej się nie należy.

Niejednokrotnie spotkałam się z sytuacją, w której jedna ze stron twierdziła, że dom został kupiony wyłącznie za jej pieniądze, że oszczędności nie istnieją albo że druga osoba nie ma prawa do żadnej rekompensaty za lata poświęcone wychowaniu dzieci. Zdarza się również ukrywanie kont bankowych, inwestycji czy nieruchomości. Czasami partner naciska na szybkie podpisanie ugody, przekonując, że „to tylko formalność” albo że „tak będzie najlepiej dla wszystkich”. Osoba znajdująca się pod presją często nie konsultuje dokumentów z prawnikiem i dopiero po latach odkrywa, jak wiele straciła.

Przemoc majątkowa nie dotyczy wyłącznie małżeństw. Coraz częściej pojawia się również w związkach nieformalnych. Dwie osoby mieszkają razem przez wiele lat, wspólnie budują dom, remontują mieszkanie, inwestują w rodzinny biznes, wychowują dzieci. Jedna z nich angażuje swoje oszczędności i swoją pracę, nie dbając o formalne zabezpieczenie swoich praw, ponieważ ufa partnerowi. Po rozstaniu okazuje się jednak, że większość składników majątku formalnie należy tylko do jednej osoby. Wówczas rozpoczyna się trudna walka o uznanie rzeczywistego wkładu każdej ze stron.

Co ciekawe, problem przemocy majątkowej może pojawić się nawet na samym początku związku, przy podpisywaniu intercyzy. Sama intercyza nie jest niczym złym. W wielu sytuacjach jest rozsądnym rozwiązaniem pozwalającym uniknąć późniejszych konfliktów. Niepokój powinien jednak budzić sposób, w jaki dochodzi do jej podpisania. Jeżeli jedna osoba wywiera presję, stawia ultimatum, nie pozwala na konsultację z własnym prawnikiem lub bagatelizuje znaczenie dokumentu, trudno mówić o pełnej swobodzie decyzji. Spotkałam osoby, które po latach przyznawały, że podpisały intercyzę tylko dlatego, że obawiały się odwołania ślubu lub rozpadu związku.

Jednym z najważniejszych wniosków, jakie wyniosłam z konferencji w Namur, jest konieczność patrzenia nie tylko na sam rezultat, ale również na proces podejmowania decyzji. Czy obie strony miały dostęp do tych samych informacji? Czy mogły swobodnie wyrazić swoje zdanie? Czy rozumiały konsekwencje podpisywanych dokumentów? Czy decyzja została podjęta bez nacisku, lęku i zależności ekonomicznej? Te pytania są często ważniejsze niż sam dokument, który ostatecznie trafia do podpisu.

Przemoc ekonomiczna i majątkowa bardzo rzadko zaczynają się od spektakularnych działań. Najczęściej rozwijają się stopniowo. Jedna osoba przejmuje kontrolę nad finansami, druga przyzwyczaja się do tego stanu rzeczy. Mijają lata, a zależność staje się tak silna, że wydaje się czymś naturalnym. Dopiero podczas rozstania, podziału majątku lub postępowania spadkowego okazuje się, jak nierówna była pozycja obu stron.

Każda historia jest inna i nie istnieją uniwersalne rozwiązania. Dlatego sposoby radzenia sobie z przemocą ekonomiczną lub majątkową zawsze omawiam indywidualnie podczas konsultacji z klientami. Wymagają one analizy konkretnej sytuacji rodzinnej, prawnej i finansowej. W kolejnych artykułach chciałabym podzielić się z Państwem następnymi refleksjami z konferencji w Namur, ponieważ temat przemocy relacyjnej jest znacznie szerszy, niż większości z nas się wydaje.

o autorze

Agnieszka Sità

 

Agnieszka Maria Sità

Jedna sprawa rzadko oznacza jeden problem prawny.

Rozwód może oznaczać konieczność sprzedaży domu. Spadek w Belgii – uregulowania nieruchomości w Polsce. Zakup mieszkania – zabezpieczenia wkładu jednego z partnerów. A konflikt rodzinny może w jednej chwili stać się sprawą międzynarodową dotyczącą praw dziecka.

Właśnie tak pracuję: nie od dokumentu do dokumentu, ale od sytuacji do rozwiązania.

Jestem prawnikiem (ULB) oraz akredytowanym mediatorem rodzinnym i spadkowym. Specjalizuję się w sprawach rodzinnych, prawach dziecka, spadkach, nieruchomościach oraz sprawach transgranicznych – przede wszystkim pomiędzy Belgią a Polską.

Moje kwalifikacje mediatora rodzinnego i spadkowego zdobyłam w ramach AVOCATS.BE. Jestem mediatorem wpisanym na listę Federalnej Komisji Mediacji oraz mediatorem międzynarodowym w sprawach uprowadzenia rodzicielskiego dzieci, wpisanym na listę przy belgijskim Ministerstwie Spraw Zagranicznych.

Jako tłumacz i tłumacz ustny przysięgły jestem wpisana do krajowego rejestru prowadzonego przez belgijskie Ministerstwo Sprawiedliwości.

Moje wykształcenie uzupełniają psychotraumatologia kliniczna i wiktymologia (Université Paris V i Centre de Psychotraumatologie Montoyer) oraz prawo cudzoziemców (ULB/ADDE).

Nie wszystko robię sama. I właśnie na tym polega mój sposób pracy.

Współpracuję obecnie z dwiema kancelariami notarialnymi w Belgii oraz agencją nieruchomości, a w sprawach wymagających innych kompetencji – z odpowiednimi specjalistami.

Klient nie musi więc sam zastanawiać się, czy jego problem jest „dla notariusza”, „dla mediatora”, „dla prawnika”, czy wymaga jeszcze innego rozwiązania.

Najpierw patrzymy na całą sprawę. Potem wybieramy właściwą drogę.

W 2019 roku założyłam TRAMPOLINA ASBL właśnie z taką myślą: aby pomoc prawna nie kończyła się na odpowiedzi „proszę zwrócić się gdzie indziej”.

Pracuję w języku polskim, francuskim, angielskim, włoskim i niderlandzkim.

Nie wiesz, od czego zacząć? Zacznij od konsultacji. Zapraszam do konatktu : E-mail: mediator@trampolina.be